Test
Modern Women | Przygotowania do lata
Portal dla nowoczesnych kobiet
blog, portal, porady, lifestyle, jedzenie, kuchnia, gotowanie, moda, fashion, strój, zakupy, zdrowie, fit, sport, wydażenia, kosmetyki, uroda
20002
single,single-post,postid-20002,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,side_menu_slide_with_content,width_370,qode-theme-ver-7.7,wpb-js-composer js-comp-ver-4.8.1,vc_responsive
IMG_7479-2

12 maj Przygotowania do lata

Wyższa temperatura i cudowne słońce sprawiają, że kurtki, swetry i kozaki wrzucamy na dno szafy. Oprócz zrywu na siłowniach i masowego przechodzenia na diety cud, robimy również urodowe porządki. Dziś przedstawiam przewodnik po 6 (subiektywnie) najważniejszych krokach w przygotowaniach do lata.

Krem z filtrem
IMG_7509-2

Jest to zdecydowanie pierwsza rzecz o jakiej myślę przygotowując się na sezon wiosenno – letni. Kosmetyki chroniące przyd szkodliwym działaniem promieni słonecznych powinny być podstawą naszej pielęgnacji i zapobieganiem starzeniu się skóry. Pamiętajcie, że przed każdym latem należy zaopatrzyć się w nowe kremy i balsamy. Resztki, które zostały z zeszłego roku, już się nie nadają. Filtry po takim czasie mogły ulec destabilizacji i nie ochronią właściwie skóry. Żeby razem ze starymi balsamami nie wyrzucać do kosza także pieniędzy, kupujcie kosmetyki o małych pojemnościach (chyba, że kupujecie opakowanie dla całej rodziny:) ). Dobre kremy nie muszą być bardzo drogie. Przy wyborze zwróćcie uwagę, żeby w składzie było wymienionych kilka substancji ochronnych (im więcej tym lepiej). Dobrze, gdy jest to połączenie filtrów chemicznych i mineralnych. Dla dzieci wybierajcie tylko te mineralne, niezawierające nanocząstek (które przenikają do organizmu). Fankom opalania przypominam, że nie istnieją stuprocentowe blokery. Oznacza to, że nawet przy filtrach z wysokim SPF opalicie się. Na efekt będzie trzeba trochę dłużej poczekać, ale dłużej też się on utrzyma, opalenizna będzie miała ładniejszy złoty kolor, a skóra nie zestarzeje się tak szybko. 

Więcej o szkodliwości promieni UV, ochronie skóry i wyborze dobrego kremu z filtrem przeczytacie w serii artykułów:
Przyczyny starzenia skóry
Podstawa pielęgnacji przeciwzmarszczkowej
Jakie filtry UV? cz.1
Jakie filtry UV? cz.2
Hormony w kosmetykach

Okulary przeciwsłoneczne
IMG_7489-2

Dobra ochrona naszych oczu przed słońcem jest równie ważna, jak ochrona naszej skóry. Okulary kupowane w sieciówkach lub na bazarku maja słabe filtry lub nie mają ich wcale.  Efekty noszenia takich okularów są dużo bardziej szkodliwe niż nie noszenie ich wcale. Odpowiada za to bardzo prosty mechanizm. Przy mocnym świetle źrenice zwężają się, żeby ograniczyć wnikanie promieni do wnętrza oka. Ciemne szkła okularów wprowadzają oczy w błąd, dając złudny efekt mniejszej ilości światła. Efektem tego jest rozszerzenie źrenic. Gdy nosimy okulary bez filtrów, które przepuszczają wszystkie szkodliwe promienie, narażamy oczy na jeszcze większe uszkodzenia. Innym skutkiem “oszukania” oczu, jest brak sygnału dla organizmu, że jest wystawiony na działanie promieni słonecznych. W takiej sytuacji nie przygotowuje się on odpowiednio do ochronny naszej skóry przez produkcję melaniny. 

Nie występuje efekt opalenia, skóra nie staje się co raz ciemniejsza, więc bardzo łatwo o mocne oparzenia.
Najlepszym rozwiązaniem jest wybór okularów z dobrymi filtrami, ale dość jasnymi szkłami. Zwróćcie uwagę, że nosząc mocno przyciemniające, ale “sieciówkowe” okulary, często i tak mrużymy oczy (nowe zmarszczki murowane). Taki efekt nie występuje przy dobrej jakości (nawet jasnych) szkłach. Wiem z własnego doświadczenia, a oczy mam dość wrażliwe. Idealnej pary szukajcie u optyka. Boicie się ich ceny? Niepotrzebnie. W salonach można znaleźć modele już za ok. 50zł. Zamiast kupować kilka par super modnych (tylko w tym sezonie) okularów, zdecydujcie się na jedne, klasyczne i świetnie do Was pasujące, kupione u optyka. Oprócz ochrony oczu, zapewnicie sobie szybszą opaleniznę :)

Samoopalacz
IMG_7507-2

Alternatywą dla szkodliwego opalania się jest złocisty brąz w butelce. Najczęstsze skojarzenie z samoopalaczem to pomarańczowa skóra. To prawda, że na rynku nadal dostępne są kosmetyki, które już przy pierwszej warstwie nadają skórze pomarańczowy kolor, ale taki efekt najczęściej spowodowany jest “przedawkowaniem” samoopalacza. Jego zadaniem jest ocieplenie odcienia skóry, nadanie jej zdrowego, złocistego wyglądu, a nie  zrobienie z nas super opalonej skwarki.
Najlepsze samoopalacze to takie, które zawierają zielone pigmenty. Dzięki temu opalenizna jest oliwkowa, a nie pomarańczowa. U mnie świetnie sprawdził się produkt firmy Gosch. Więcej przeczytacie o nim w Ulubieńcach roku 2015. Jeśli zależy Wam tylko na delikatnym efekcie, dzięki któremu szara po zimie skóra nabierze ładnego wyglądu, możecie sięgnąć również po tańsze produkty (np. SunOzon z Rossmanna). Aby uniknąć “pomarańczki”, zacznijcie od 2 aplikacji z rzędu, potem dla utrzymania efektu wystarczy nakładać produkt co 3-4 dni. Samoopalacz najlepiej nakładać specjalną rękawicą. Gdy wcieracie go dłońmi, nie zapomnijcie wyszorować ich potem ostrą gąbką.
Jeżeli chcecie uzyskać bardzo mocną opaleniznę w ładnym kolorze, polecam opalanie natryskowe.

Świetlista skóra
IMG_7479-2

Gdy zaczyna robić się ciepło i odkrywamy trochę więcej ciała, zależy nam na ładnie wyglądającej, świetlistej skórze. Podstawą jest dobre nawilżenie i odżywienie skóry od zewnątrz (balsamami) oraz od wewnątrz (picie odpowiedniej ilości wody). Z pomocą przychodzą również produkty wyrównujące koloryt skóry z pigmentami odbijającymi światło.
W tej kategorii kosmetyków bardzo popularne są rajstopy w sprayu Sally Hansen (dostępne w kilku kolorach). Szybko zastygająca formuła, zapewnia długotrwały efekt bez ścierania się produktu i bez śladów na ubraniach. Aby uniknąć smug, nanieś produkt najpierw na dłoń, a później szubko rozsmaruj na nodze. Rajstopy można kupić w SuperPharm i Rossmannie, ale najbardziej korzystne ceny oferują sklepy internetowe.

Tańszy i łatwiejszy w aplikacji jest krem CC z Bielendy. Również jest trwały, zastyga na skórze, dodatkowo pięknie pachnie i bardzo dobrze nawilża skórę. Znajdziecie go w wielu drogeriach. Oba kosmetyki zmywają się dopiero przy pomocy gąbki i mydła.

Zapach
IMG_7502-2

Żar z nieba, 35 stopni w cieniu, spocone ciała w autobusie bez klimatyzacji… O podstawowych zasadach higieny, świeżych ubraniach, częstych prysznicach i antyperspirantach nie powinnam musieć przypominać. Chociaż wiele sytuacji i ludzi temu przeczy. Jednak zakładając, że wszyscy świetnie znamy podstawy, chciałabym wspomnieć o świetnym małym gadżecie, który w upalne dni świetnie przychodzi z pomocą w sytuacjach kryzysowych. Mokre chusteczki.

Na szczególną uwagę zasługują dwa ich rodzaje: antybakteryjne i zawierające antyperspirant. Przyczyną brzydkiego zapachu nie jest sam pot, ale przemiana materii bakterii, dla których jest on pożywką. Chusteczki antybakteryjne oczyszczą skórę i pozbędą się brzydkiego zapachu, a te z antyperspirantem zapobiegną poceniu. W drogeriach dostępne są chusteczki z klasycznym antyperspirantem (Cleanic Deo) oraz naturalne, zawierające roztwór soli wulkanicznej (Crystal Essence).

Stopy
IMG_7471-2

O ich regularnej pielęgnacji powinnyśmy pamiętać cały rok. Ale nic dziwnego, że sezon sandałów i klapek powoduje zwrócenie szczególnej uwagi na dbałość o tę część ciała. W nadrobieniu wszelkich pozimowych zaległości przychodzą z pomocą skarpetki złuszczające. Są to plastikowe woreczki wypełnione płynem ze specjalną mieszanką kwasów. Nakładamy je na stopy i pozostawiamy na czas podany na opakowaniu. Martwy naskórek zaczyna się złuszczać po kilku dniach, odsłaniając miękką i gładką nową skórę. Dla lepszego efektu, dobrze jest codziennie moczyć stopy w ciepłej wodzie i smarować na noc grubą warstwą kremu. W tym czasie, odkryte buty nie wchodzą w grę, bo stopy wyglądają dość brzydko… Polecam cały czas na stopach nosić skarpetki, żeby nie rozsiewać po domu kawałków złuszczonego naskórka.

Innym preparatem dającym ten sam efekt jest maść na odciski (polecam tę z Alfafarm). Plusem tego sposobu, jest możliwość zastosowania tylko w miejscu, które potrzebuje dogłębnego złuszczenia (skarpetki działają na całe stopy). Grubą warstwę maści nakładamy na problematyczne miejsca (np. na pięty), zakładamy skarpetki i idziemy spać. Reszta procesu wygląda tak samo, jak przy użyciu skarpetek.
Porównując oba sposoby: skarpetki są jednorazowe i droższe od maści, która starcza na kilka użyć. Efekt, który dają jest bardzo podobny.

I na koniec coś, o czym muszę wspomnieć. Do sandałów i butów z odkrytymi palcami nie zakładamy rajstop ani skarpetek (nawet tych cienkich). Śmiejemy się z mężczyzn w sandałach i skarpetach, ale ten błąd równie często popełniają kobiety. Jeśli jest za chłodno na gołe stopy, zakładamy baleriny albo inne kryte buty. Ściśnięte nylonem palce i szwy rajstop na wierzchu są nieapetyczne i nieeleganckie. Tam, gdzie etykieta przewiduje założenie rajstop, obowiązkowe są także kryte buty. Więcej o rajstopach przeczytacie w artykule Marleny.

AUTOR