Test
Modern Women | Mój mąż jest feministką
Portal dla nowoczesnych kobiet
8 marca, dzień kobiet, feminizm, feministki, rodzina, mąż, protest, czarny protest, felieton, prawa kobiet
21146
single,single-post,postid-21146,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,side_menu_slide_with_content,width_370,qode-theme-ver-7.7,wpb-js-composer js-comp-ver-4.8.1,vc_responsive
modern_women_dzien_kobiet

08 mar Mój mąż jest feministką

Wydarzenia zapoczątkowane jakiś czas temu zmusiły mnie do ponownej refleksji na temat feminizmu. Do tej pory byłam zagorzałą antyfeministką, bo wcale nie mam ochoty pracować w kopalni. I uważam, że podział ról społecznych, który tworzył się odkąd pojawił się pierwszy człowiek, nie powstał bez powodu. Przez tyle czasu się sprawdzał i ja się w nim dość dobrze odnajduję. Ale czy na pewno?

modern_women_dzien_kobiet

źródło: www.warszawa.onet.pl

Podczas odczytywania postulatu feministek na jednym z protestów, w którym brałam udział, dotarło do mnie, że to nie wszystko. I że tak naprawdę to nie jest tak, że nie jestem feministką, tylko nigdy nie musiałam nią być.

Dlaczego? Mój Mąż jest feministką. I jak się okazuje mój Tata także. To Oni “odwalili” za mnie tę część roboty. Najpierw mój Tata wbijając mi od zawsze do głowy, że mam być niezależna i do nikogo nieprzywiązana z przymusu. Że mam sama podejmować własne decyzje, kształcić się, wybierać, co chcę w życiu robić, mieć wymarzoną pracę i dążyć do wyznaczonych sobie celów. Oprócz tego zawsze służy mi radami ze swojego życiowego doświadczenia, ale wiem że mogę z nich skorzystać lub nie. Żadne z moich Rodziców nigdy mi nie mówiło z kim mam się spotykać (lub nie), jakie szkoły mam wybierać. Sama zdecydowałam, kiedy się wyprowadzę z domu, z kim zamieszkam i kiedy wezmę ślub. I we wszystkich tych decyzjach zawsze bardzo mnie wspierają na wielu płaszczyznach.

Kontynuacją pracy rodziców zajął się mój Mąż. Na mój dawny pomysł, że będę się zajmować domem, a on będzie pracował, zareagował niedowierzaniem i nieprzyjmującym sprzeciwu sprzeciwem. Powiedział, że muszę pracować, rozwijać się, obcować z ludźmi, bo już po bardzo krótkim czasie “siedzenia w domu”, będę czuła się nieszczęśliwa, niedoceniona, niespełniona, niepotrzebna i zwariuję, a on razem ze mną. I miał rację. Bo do tego wszystkiego nie przepadam za obowiązkami domowymi (oprócz gotowania), a robienie w życiu tylko rzeczy, których się nie lubi nigdy nie jest dobre.
Mąż ciągle mi powtarza, że za mało doceniam swój potencjał, że jeśli tylko będę chciała coś zrobić, to mi się uda, że jedyną granicą moich możliwości jestem ja sama. Mobilizuje mnie i wspiera we wszystkim, co robię.

Nigdy nie musiałam walczyć z nierównym traktowaniem czy dyskryminacją, a swoje prawo do edukacji i głosowania uważam za oczywiste. Uważam, że mam prawo sama decydować o sobie i swoim ciele, że kobiety na tych samych stanowiskach powinny zarabiać tyle samo co mężczyźni, że jeśli się chce można połączyć pracę z wychowywaniem dzieci i że nikt nie ma prawa wykorzystywać mnie w jakikolwiek sposób. A to wszystko sprowadza się do tego, że jestem feministką, tylko dzięki wspaniałym mężczyznom wokół mnie, nigdy nie musiałam nią być.

Jak sama się przekonałam, feminizm jest częścią mojego światopoglądu, a to, że nie chcę pracować w kopalni absolutnie tego nie zmienia.

AUTOR